czwartek, 3 września 2009

idea angielskich tytułów upadła ;]

Od ostatniego posta sporo się zmieniło. Skończyłam w końcu czarny, moherowy szalik. Włóczkę miałam od mamy, która kupiła ją jeszcze w Pewexie! Astrakhair - tak się nazywa, internet jednak ignoruje jej istnienie. Smaczku dodaje dopisek 'for Pewex'. A tak wygląda na mnie:

Poza tym zaczęłam kolejny szal z Gedifry i wychodzi całkiem fajnie, ale wzór sobie wybrałam zdradziecki i co jakiś czas okazuje się, że brakuje mi oczek, albo mam ich nadmiar i nie wiem dlaczego, bo do tej pory wszystko się zgadzało... Efektem jest kilka przesunięć we wzorze, ale na pewno nie będę pruć! Nie znoszę tego ;) Tak wygląda :

Minusem Gedifry jest to, ze szybko się kończy. Na zdjęciu widać połowę drugiej włóczki...
Co do tuniki od pimposhki... będę musiała z nią poczekać. Znając swoje umiejętności, robiłabym ją kilka miesięcy, a dyplom czeka... Muszę się w końcu obronić! A jutro jadę do Warszawy wyszaleć się przed nadchodzącymi miesiącami ciężkiej pracy!!!

4 komentarzy:

  1. świetny, świetny jest ten szalik! wszyscy dookoła robią szale i szaliki, a ja muszę siedzieć i zakuwać, brr... ale już niedługo, a zrobię swoje lily of the valley w wersji lila róż, hyhy ]:->

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Ja kiedyś próbowałam zrobić szalik, ale mi nie wyszło. Taki wiesz, najprostszy z możliwych. Fail.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. fajny wyszedł no i zdecydowanie cieplutki :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze