No i obroniłam się. Teraz się lenię tak strasznie, że nawet wełna leży odłogiem. Coś tam sobie co prawda dłubię, ale bez szaleństwa...;) Napawam się tym wolnym czasem i faktem, że absolutnie nic nie muszę. Budzę się o 8 rano (z przyzwyczajenia...) i jeszcze leżę godzinę albo dwie i czytam. Nadrabiam książkowe zaległości! Zaczęłam od literatury kobiecej, a co! Potrzebowałam tej odmiany po pięciu latach z Majstrami Budowlanymi, Neufertami, Markiewiczami i całą tą rzeszą technicznej nowomowy. Aż do wyjazdu do Francji nie szukam specjalnie pracy, tylko przeglądam oferty i od czasu do czasu wyślę CV dla przyzwoitości ;P Dopiero po powrocie zabieram się za to poważniej. Najbliższy miesiąc zapowiada się więc cudownie i sielankowo.
środa, 13 stycznia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)




Zazdroszczę słodkiego lenistwa :) No, ale w pełni zasłużone!
OdpowiedzUsuń na zawszeTe czerwone bardzo ładne.