poniedziałek, 27 września 2010

Tajemnica Edwina Drooda

Leżę na antresoli w otoczeniu chusteczek o zapachu miętowym, aspiryny, laptopa i książek. Czytam Dickensa, a za oknem leje, co wybitnie kłóci się z treścią lektury, gdzie śniegi i mroźne krajobrazy są na porządku dziennym. Dni kurczą się. Zimno. I mokro.






A komin się udał.


0 komentarzy:

Prześlij komentarz